Kiedy w 1999 roku, po prawie  trzydziestu latach odwiedzilam Polske , duzo uspionych wspomnien wrocilo. Ogladajac stare fotografie -  odnajdwalam zapomniane twarze..   Chodzilam po przepieknym Toruniu , gdzie kazda uliczka, kazdy kamien, sien, park, wiazaly sie ze specyficznym wspomnieniem.   Spotkalam duzo  ludzi, z ktorymi bylam spokrewniona a ktorych nigdy przedtem w zyciu nie widzialam. I chociaz nic wlasciwie nie laczylo nas - bylismy sobie automatycznie blizcy, bylismy czescia rodziny Strzeleckich.

Wszystkie wazne i mniej wazne chwile mojego dziecinstwa wiaza sie z Toruniem , gdzie  wpadalam w otwarte ramiona  ukochanej Babci, ciotek, wujkow, kuznow i znajomych, gdzie czulam sie wspaniale wolna !  Bylam zawsze ich czescia. Bede ich wszystkich kochala na zawsze.
STRZELECCY
STRZELECCY
      Torun - 1999
Kosciol Sw. Jakuba - pamietam, ze Rodzina Strzeleckich miala tam lawke ze swoim imieniem.
Wnetrze tego wspanialego kosciola, niestety moglam ogladac tylko przez kraty. Szkoda.
Wielkie Garbary 17 -bylam zachwycona"nowa" fasada i tym skwerkiem posrodku. Pamietam ten ostry zakret tramwajowy wlasnie w tym miejscu. Duzo razy wygladalam przez  te trzy okna na czwartym pietrze ... Tu sie moja Mama urodzila 12 marca 1926 roku.
>>>
Ten sam budynek od strony podworka. Bardzo mnie kusilo pojsc na czwarte pietro i zapokac do drzwi - ale stchorzylam...
Trudno sobie wyobrazic Ul.Szeroka z linia tramwajowa , samochodami i wozami konnymi.
W sloneczne, letnie popoludnia, Babcia brala nas i swoja robotke na te wlasnie laczke , niedaleko Dworca Miasto. Uczyla nas liczyc na wagonach przejezdzajacych przez most kolejowy . Bulwar Filadelfijski jeszcze nie istnial. Szeroka droga , wylozona kocimi lbami udekorowana byla szynami kolejowymi.  Skaczac po belkach miedzy szynami mozna bylo dojsc do
" Grzyba" - nie wiem, czy jeszcze istnieje.
W tej czerwonej kamienicy przy Krzywej Wiezy mieszkala  siostra mojego Dziadka - Marta z Wamkow i Wujek Janek Zasadowscy.
Wujek byl wspanialym stolarzem i wszystkie dzieci ktore znal, byly w posiadaniu slicznych , malych mebli.  Pewnie niektore torunskie przedszkola jeszcze je maja.
Moja dziecinna ciekawosc nigdy nie zostala zaspokojona i nigdy nie mialam okazji zobaczyuc  wnetrza tego najstarszego torunskiego budyku.
W czasie mojej polskiej wizyty,  mojej Mamy Kuzynka - Hilka, zaprosila mnie tam na goraca herbate...
Po trzydziestu dwoch latach na
Wielkich Garbarach, Babcia postanowila zmienic mieszkanie na mniejsze. Wybrala koniec ul. Sukienniczej . Ta stara lipa przed domem, ktora do dzis tam rosnie, byla "ta kropka nad i". Frontowe trzy okna na pierwszym pietrze byly kuchnia i duzym pokojem.
Panswo Walczakowie mieszkali w tych bocznych trzech oknach.
Pani Walczakowa nieszczesliwie umarla i Babcia wyszla zamaz za Kazimierza Walczaka.
Wkrotce Irenka, corka Panstwa Szatkowskich wyszla zamaz  za brata mojej Mamy Franciszka Wamkiego i  mloda para zamieszkala w Babci mieszkaniu a Babcia z nowym Dziadkiem zamieszkali w jego mieszkaniu.
Kiedy sie moj wspanialy kuzyn Witold urodzil - mielismy kupe klopotu z wnoszeniem i wynoszeniem jego ogromnego wozka. Schody bowiem byly tam bardzo strome.
Prepared and hosted by Aleksandra Eigen for Coffee Talk - Dec. - 2003
Copyright -
A.Eigen
.
1- Dudzynski, 2 - Klara Strzelecka -Duszynska, 3 - Helena Strzeleka,
4 - Pan Romanowski, 5- Pani Romanowska, 6 - Bronislawa Strzelecka - Wamka,
7- Franciszek Wamka,  8 - Grtruda Strzelecka , 9 - Alfons Strzelecki, 10 - Gerhard Strzelecki, 12 - Anastazja Strzelecka - Kowalska, 13- Bogdan Kowalski, 14 - Bronislawa Szatkowska, 15 - Jan Szatkowski, 16 - Jerzyk Duszynski, 17 - Prakseda Wamkowna,
18 - Sabinka Duszynska, 19- Bronislawa Wamkowna, 20 - Franciszek Wamka
1
2
3
16
7
6
5
4
10
9
8
12
11
15
14
13
18
17
20
19
.
To zdjecie zrobione bylo w pierwszej polowie lat 1930-tych z okazji  slubu Agnieszki Strzeleckiej z Bogdanem Kowalskim .
Agnieszka byla najmlodsza corka mojej Prababci - Anastazji z Wisniewskich Strzeleckiej.  Moj Pradziadek - Andrzej Strzelecki  nie doczekal tej uroczystej chwili.
Ile razy patrze na te fotografie, cieplo mi sie na sercu robi.  Wiekszosc twarzy nigdy nie mialam okazji poznac. A te, ktore znam -  byly i do dzis sa czescia mojego zycia.

Fotograf bardzo ostroznie  ustawil te cala grupe na tle domu Strzeleckich, ktory do dzis jeszcze stoi na ul. Winnicy w Toruniu. Podobno ogrod byl przepiekny, z drzewami owocowymi, krzakami agrestu i porzeczek, z bzem, floksami, rozami i ogromna iloscia przeroznych warzyw.
.
Polskie
Refleksje
Coffee Talk
Coffee Room
Na Winnicy
News
Our Events
Pradziadkowie mieli  "berlinke" czyli barke na Wisle , ktora  w czasie kiedy Wisla nie byla pokryta lodem ,przewozili towary . Polska wtedy byla pod zaborami i Pradziadkowie , zmuszeni potrzeba wladali kilkoma jezykami. Na zime "berlinka" byla w porcie i cala rodzina zyla wtedy w domu na ulicy Winnicy w Toruniu.
Podobno nazwa tej ulicy pochodzi od faktu, ze bardzo dobrze tam winogrono roslo.

Dom mial osiem miniaturowych mieszkanek,   z ktorych siedem  Pradziadkowie wynajmowali. Po wode chodzilo sie do ogrodu, gdzie studnia z przeczysta woda stala , a "wychodki" umieszczono na koncu ogrodu. Czasami mysle, ze te wychodki byly cichym sekretem  legendarnej wspanialosci babcinego ogrodu.

Zawdzieczajac ciezkim  polskim zimom,  Strzeleccy mieli duzo dzieci.  Moja Babcia - Bronislawa byla jednym znich.
Bronislawa Strzelecka urodzila sie w Toruniu  25 maja, 1899 roku.  Ochrzczono ja u Swietego Jakuba - jak wszystkich przodkow i wiele nastepnych nowourodzonych.  Jak kazde dziecko w tej duzej rodzinie , miala swoje obowiazki , a jako dziewczynka ... - zrobiono wszystko, zeby wychowac ja na dobra zone i matke.
Bronislawa Strzelecka
Torun - 1917
W 1917 roku Panna Strzelecka  byla bardzo atrakcyjna panna na wydaniu.              
Z opowiadan wiem, ze to zdjecie bylo zrobione w Toruniu przez kobiete - fotografa !
Nie tylko przez kobiete, ale kobiete z krotkimi wlosami!  Wiem rowniez, ze Dziadek Strzelecki nie bardzo chcial sie zgodzic na fotografie  ( dagerotyp) zrobiona przez kobiete.. 

Wyprawa do fotografa stala sie wiec wcale nie tania  "rodzinna wycieczka".
Byl to czas, kiedy pierwszy gramofon pojawil sie na Winnicy.
Dwa nagrania  na grubych, bakielitowych plytach  zachwycaly uszy calej dzielnicy  "Marzeniem " Schumana i "Ave Maria" Gounouda.
W pierwszych niemych filmach Valentino miazdzyl serca dziewczynom . Szanujace sie  mlode osoby jednak zawsze musialy prosic  kogos na wyprawy do kina,  bo porzadna panna nie powinna spacerowac sama i nigdy, nigdy (!) nie pokazywac sie obcym bez kapelusza.

W letnie wieczory  mlode Strzeleckie  niewinne flirtowaly na werandzie Dziadkowie Strzeleccy  sledzili kazdy ruch i kazde slowo w ciemnosci swojego mieszkania. A jak sie pozno robilo, glos Babci Anastazji rozkazywal "przyniesc lampe do domu".
To byl czas, kiedy Polska byla pod zaborami. Torun nalezal do Prusji. Jezyk polski , szkoly polskie, msze koscielne w jezyku polskim , byly zabronione.
Strzeleccy,po kosciele w niedzielne poranki, zasiadali do sniadania i zanim zaczeli jesc, czytali z ogromnej ksiegi, oprawionej w skore... To byla Historia Polski.
Ta ksiazka byla sluzyla tez podrecznikiem do jezyka polskiego. Moj Kuzyn - Witold ma te ksiazke.
Do pierwszej Komunii , moja Babcia Bronislawa byla przyjeta w Berlinie.
Tam byl znajomy ksiadz, ktory nauczal katehizmu po polsku.

(Czasami mysle, ze moja Babcia nie bylaby zbyt dumna ze mnie, bo wyroslam na prawdziwego bezboznika i kosmopolite).
W 1918 albo1919 Bronislawa Strzelecka poslubila Franciszka Wamkiego i w 1920 roku urodzil im sie syn -  Franciszek. W 1924 - na swiat przyszla Prakseda, a w roku 1926 - Bronislawa , moja Mama.

Moj  Dziadek Wamka byl ksiegowym . Pracowal w Magistracie, gdzie poznal Pana Szatkowskiego.  Po krotkim czasie  Wamkowie i Szatkowscy zaprzyjaznili sie bardzo i wiele lat pozniej zostalismy rodzina.
Wamkowie mieszkali w ogromnym mieszkaniu  na czwartym pietrze , na Wielkich Garbarach 17. Pamietam dobrze  to piekne mieszkanie .
Dziadek Wamka umarl - prawdopodobnie na raka zoladka w 1938 roku w Wieczor Wigilijny. Rok pozniej Niemcy wkroczyli do Torunia i chociaz zarekwirowali mieszkanie , cudem jakims  nie wyrzucili Babci z dziecmi, tylko traktowali ich jak sluzbe. Duzo innych cudow sie przez nastepnych szesc lat wydarzylo i chociaz  i Wamkowie i Strzeleccy padli ofiara Hitlera, moja Babcia i jej cala trojka przezyla.
Dzieci Wamkow:  Franciszek, Prakseda i Bronislawa

Dzieci Wamkow nad Kaszownikiem
Na dzialce przy altance:
Panswto Szatkowscy, Wamkowie i w dolnym rzedzie nastepne pokolenie:
Bronia Wamkowna, Irenka Szatkowska, Romek Szatkowski, HalinkaSzatkowska,Ksenia Wamkowna.
Gwiazdka na Wielkich Garbarach
Prawdopodobie ostatnie Swieta z Dziadkiem . Franciszek Wamka umarl w szpitalu w Warszawie    24 grudnia, 1938 roku.
Obydwie rodziny - Wamkowie i Szatkowscy mieli dzialki magistrackie nad Kaszownikiem. Spedzali tam wolny czas - dzieci mialy tam raj i bylo bezpieczniej niz nad Wisla, ktorej moja Babcia  bala sie bardzo. Corka "wodniakow" nigdy nie nauczula sie plywac.
W czasie moich polskich odwiedzin - nie poznalam Kaszownika. Wygladal jak duza kaluza.  W dziecinstwie byl wspanialym jeziorem.

Jezeli nie nad Wisla albo w ogrodku - Toruniacy mieli wiele pieknych parkow, gdzie panowie klaniali sie  uchylajac kapelusza, dzieci spacerowaly zawsze przed rodzicami i tylko   powyznaczonych drozkach, panie mialy w torebce pare kanapek i zimna zbozowa kawe w butelce od piwa.

Zycie bylo piekne!



Uwielbialam te opowiadania Babci ... Pamietam, jak mnie nauczyla  piosenki, ktora byla absolutnym szlagierem w 1917 roku a potem doprowadzala moja Mame do histerycznego smiechu: 

" Lec, lec motylku do kochanego
   I przynies nowineczke od niego,
   I motyl leci i wietrzyk wieje
   A serce  stesknione mdleje ..."

Nietety reszty nie pamietam ale kazdy moze sie jej domyslec, hahaha
Gwiazdka  byla zawsze najwiekszym swietem dla mojej Babci. Robila "generalne sprzatanie" , czyli pokoj po pokoju zostawal oprozniony  zupelnie, a potem wszystko dokladnie wypucowane, wyprane i wyprasowane, wracalo na swoje miejsce.
Z bielizna chodzilo sie do magla na Starym Rynku - niedaleko "Modrego Fartuszka". Ogromne debowe meble w jadalnym pokoju byly pastowane pasta do butow i kto mogl - doprowadzal je do absolutnego polysku. Nie mowiac o podlogach! Czysta, wymaglowana i za bardzo ukrochmalona posciel przypominala papier pergaminowy - ale nikt nie mial odwagi krytykowac.

Potem gotowanie, smarzenie i pieczenie. I wreszcie 24 grudzien! Gwiazdka!
Mlodsze pokolenie czulo sie jak w innym swiecie. Kapano dzieci w poludnie i  kladziono do lozka , zeby byly wypoczete na  ten wspanialy wieczor.  Kolo czwartej popoludniu, wszyscy zaczeli sie ubierac "swiatecznie"w zupelnie NOWE rzeczy! Uczucie bylo wspaniale. Wszystko w kolo pachnialo inaczej. Nikt nie mial odwagi glosno mowic.
Wypatrywalo sie pierwszej gwiazdy na niebie.

I ten zaczarowany moment! Zapalone swieczki, zgaszone swiatlo i  Babci glos cicho i uroczyscie sie rozlegal ...  "Lulaj ze Jezuniu..."
.
Moja Mama
Bronislawa
12.03.1926 - 24.02.2009
.
Po wielu godzinach przy lozku mamy, okolo 11 wieczorem  siostra powiedziala mi, ze stan Mamy sie nie zmienia  i ze powinnam odpoczac, bo musze byc silna, zeby sie zajc pogrzebem. Joel - moj maz, tez powiedzial, ze musze odpoczac.

W ciszy jechalismy do domu w ciemna i zimna noc. Nagle zapytalam - "Czy to dzis jest swieto Armii Czerwonej?"
Joel milczal, milczal ... i powiedzial: " Nigdy mnie to nie interesowalo. Ale jak chcesz to sprawdze - skad to dziwne
pytanie ?"
Powiedzialam, ze moj ojciec sie zawsze sie Mamie sni w swieto Armii Czerwonej. Ona dzisiaj umrze. Wreszcie beda razem.

Dojechalismy do domu kolo polnocy.
Usiadlam  na lozku i patrzylam na budzik. Bylo pare minut przed polnaca - nie wiem kiedy zasnelam. Mama mi sie przysnila, usmiechnieta i taka piekna . W tej niebieskiej sukni - co na zdjeciu

Obudzil mnie telefon. Glos powiedzial : " Twoja Mama umarla dziesiec minut temu, dziesiec minut po polnocy".
Spojrzalam na zegarek. Pokazywal dziesiec minut po polnocy.
Sekundnik stal w tym samym miejscu. Czas sie zatrzymal ...